sobota, 8 lutego 2014

I. Pierwsze muśnięcie życia.

A skąd pochodzi mądrość i gdzie jest siedziba wiedzy? Człowiek nie zna tam drogi, nie ma jej w ziemi żyjących.
Stary Testament 
(Job 28,12-13)
      Napawam się każdą chwilą życia. 
Nawet teraz. Kiedy siedzę na zimnych schodach, na dworze i wpatruję się w ciemność. 
Tylko migająca lampa daje jakikolwiek znak życia. Żadnych żywych dusz.
Jedynie mój ciepły oddech, obijający się o moje zmarznięte dłonie. 
     Zima, około -10 stopni, a ja dalej siedzę. Wpatruję się ciągle w ciemność. 
"Motyw śmierci", rozległy się znów krzyki moich myśli, "wojna, wojna, wooojnaaa". Znów nucę, to źle. To bardzo źle. 
     Człowiek, szybkim ruchem wstałam i schowałam się za filarem. Tak, zgadliście, panicznie boję się ludzi. Nie chcę aby mnie widywali. Nie wychodzę do tych istot. Są mi dziwnie obce, są jakieś dziwne. Spieszące się istoty, przebijający się przez zatłoczone, poranne uliczki. Zwyczajnie się ich boję, ich zachowania. Kim oni są? Ciągle zadaję sobie to pytanie. Nie znam ich, chodź tak bardzo jestem do nich podobna. 
Mogę oddychać jak oni, mówić jak oni i chodzić w ten sam sposób jak oni, ale nie umiem jednego jak oni... Nie umiem okazywać uczuć, skrywam je głęboko w sobie i przytłaczam je kamieniami codzienności. 
Nie lubię ich... 
     To mój odruch dziecka, który się we mnie ciągle budzi. Nie miałam dzieciństwa. 
Moi rodzice zginęli w hotelu "PANORAMA", w 1988 roku, ktoś ich śmiertelnie postrzelił. Przez cztery lata sama się ukrywałam ze strachem, że morderca moich rodziców na mnie czyha. Rodzina odwróciła się ode mnie. 
     Czterolatka zdana tylko i wyłącznie na siebie. Dlatego trafiłam do domu dziecka. Co noc uciekałam i za dnia znajdowano mnie. Byłam bardzo przewidywalna. 
W 1999 roku uciekłam i przeniosłam się do innego miasta - Los Diablo. 
Nie byłam świadoma konsekwencji swojego "wybryku". W nagłówkach gazet wszędzie pisało "Zaginęła dwunastoletnia dziewczynka!". 
Ucichło, wystarczyło kilka dni, a ludzie zajęli się sprawą zaginionego psa. Może pomyśleli, że nie żyję. 
W tym czasie zabito we mnie tę małą dziewczynkę. 
Przebywając w domu dziecka co dzień spoglądałam przez okno z nadzieją, że rodzice po mnie przyjdą. Moi rodzice, nie ci zastępczy. Inne dzieci śmiały się ze mnie, nabijały, że jestem odludkiem. Mam to do teraz. Ze wszystkim trzymam się na uboczu, bo zwyczajnie się boję. 
       Obecnie jest rok 2002, mam piętnaście lat, co noc budzi się we mnie instynkt dzikiego zwierzęcia, który szuka swojej ofiary. 
To ja jestem swoją ofiarą, zadaję sobie codziennie ból. Ból polegający na wdychaniu kłamliwej rzeczywistości do płuc, bo nawet kiedy umrę będę łapać do płuc krzywdę ludzkiej rzeczywistości. A ludzie ranią, bardzo ranią... Nie patrzą na to czy ktoś ma uczucia, są bezduszni! Dwulicowe gady! 
Chce zasnąć... Na bardzo długo, a najlepiej na zawsze. 
Po mojej ostatniej próbie samobójczej chodzę do psychologa, stwierdził u mnie zaburzenia dwubiegunowe. 
Ciekawe jak długo będę musiała trwać w tym więzieniu, które sama sobie stworzyłam...

2 komentarze: